open the valve – tak nazywa się ten blog. przeglądałem fotki na sxc.hu i natknąłem się na bardzo ładne zdjęcie zaworu (zawora?). I tak – na gorąco – ukuła się metafora, szybka i nie przemyślana, co w gruncie rzeczy bardzo mnie cieszy – jest co odkrywać, w co się zagłębiać i o czym pisać.
równie dobrze mogłoby być przecież: break the wall / stir the air / light the darkness etc. we wszystkich tych stwierdzeniach chodzi o obraz naruszania jakiegośtam status quo, zmiany, wprowadzania nowej jakości. wszystkie w jakiś sposób dotyczą tego, czego chcę tu poszukiwać.
dlaczego więc open the valve, a nie którekolwiek z wyżej wymienionych? ściana [choć właściwie - mur] ma w historii muzyki poczesne miejsce i nie będziemy go tykać. open the valve zakłada istnienie jakiegoś potencjału, jakiejś energii, która – gdy tylko znajdzie ujście – przewróci wszystko do góry nogami. a z drugiej strony – nie mówimy o takim tam >>uwalnianiu energii<<, do którego wystarczy po prostu push the button. kręcenie zaworem nie jest sprawą prostą, czasami wymaga nie lada zabiegów. ale o tym w następnym poście.
równie dobrze mogłoby być przecież: break the wall / stir the air / light the darkness etc. we wszystkich tych stwierdzeniach chodzi o obraz naruszania jakiegośtam status quo, zmiany, wprowadzania nowej jakości. wszystkie w jakiś sposób dotyczą tego, czego chcę tu poszukiwać.
dlaczego więc open the valve, a nie którekolwiek z wyżej wymienionych? ściana [choć właściwie - mur] ma w historii muzyki poczesne miejsce i nie będziemy go tykać. open the valve zakłada istnienie jakiegoś potencjału, jakiejś energii, która – gdy tylko znajdzie ujście – przewróci wszystko do góry nogami. a z drugiej strony – nie mówimy o takim tam >>uwalnianiu energii<<, do którego wystarczy po prostu push the button. kręcenie zaworem nie jest sprawą prostą, czasami wymaga nie lada zabiegów. ale o tym w następnym poście.
Nie ma jeszcze komentarzy
Brak komentarzy.
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz








