Ad rem

nie jest dotąd do końca jasne, co ja tutaj chciałem pisać. bo jak narazie – metaforycznie krążę wokół czegośtam, podczas gdy czas na konkrety nadchodzi nieubłaganie.
zastanawiam się, co słyszysz, gdy pada słowo kościół. czy nadal aktualne jest to skojarzenie: zapach kadzideł, starej architektury i starych ludzi? zresztą – może to tylko moje skojarzenie, tak w związku z toruńskim gotykiem. czy też może pojawiają się nowe, np. negatywne: rydzyklandia (to też toruńska specyfika), pielgrzymki polityków do katolickich źródeł polskiej tożsamości, pedofilia, radykalna prawica w us – sprzeciwiająca się aborcji lecz gorąco popierająca prawo do posiadania broni… i te bardziej pozytywne: jakaś działalność charytatywna, jakiś wspólny mianownik dla wielu polaków i wiekowa mądrość, no i JP2…
marzy mi się kościół. nie, żebym nie chodził do żadnego, ale właśnie… już w tym miejscu się wykolejamy: chodzenie do kościoła. kompletnie bzdurne pojęcie. szczęśliwie coraz częściej się mówi, że kościół to my, wierzący ludzie tworzą kościół. nieszcześliwie – poziom refleksji jaki się z tym wiąże jest żenujący, a stwierdzenia takie padają najczęściej w tego typu kontekście: kościół to my, więc weźmy sprawy w swoje ręce i zróbmy porządek (z radiemmaryją / liberałami / ue – to już zależy z której strony pada nawoływanie).
a mi się marzy kościół. definiowany jako pewien stan ducha, a nie jako konkretne miejsce i czas, czy – zaryzykowałbym – jako lista dogmatów do podpisania, wg której filtrujesz swoich i obcych. I tu frustra – co odrzucam i nie akceptuję – jest dość łatwe do powiedzenia, ale czego szukam i jak to widzę… no właśnie. ale wszystko przed nami.

No Comments Yet

Brak komentarzy.

Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack

Dodaj komentarz