Dzień następny, praca, szybki zmrok bo to styczeń, przez weekend mozolne próby ruszenia samochodu, bo to stary grat i mrozów nie lubi, świece, akumulator, od poniedziałku praca… Wieczór, oszałamiający supermarket, dźwięki, światła, obrazy, twarze, zmęczenie, promocje, pieluchy, kolejka do kasy, zmęczenie, trasa do domu…
Mimo wszystko – spróbuj rozdać kilka uśmiechów, spróbuj ucieszyć się kwiatem na parapecie. Spróbuj nie zbyć sąsiada, który akurat czymś się podekscytował i koniecznie chce opowiedzieć. Spróbuj zrobić coś sensownego z takim wieczorem, nie zamulić się przed tv, nie zeżreć bylekolacji nad klawiaturą. Spróbuj być – bardziej dla kogoś niż dla siebie, bardziej człowiekiem niż tylko organizmem.
Jak spojrzeć Bogu w oczy, gdy nie ma siły spojrzeć w lustro? Jak się do Niego odezwać, jeśli niełatwo porozmawiać z własną żoną? Jak nie umrzeć za życia?
Ulica za oknem rozmięka, dzieci śpią, telewizor powtarza swoją mantrę. Piszę-krzyczę by przeżyć…
No Comments Yet
Brak komentarzy.
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz








