Ami Bidrohi

Dziś proponuję szanownym czytelnikom wbić się w pewien dysonans poznawczy, który w zasadzie powinien pojawiać się przy lekturze tekstów Starego i Nowego Testamentu, a z reguły… się nie pojawia. W trzech aktach.

Po pierwsze:

Z historii Izraela i wczesnego kościoła wiemy, że spora część tekstów biblijnych powstawała w warunkach utraty państwowości, okupacji i przesiedlenia (to Izrael i teksty Starego Testamentu) i w warunkach prześladowań i wykluczenia społecznego (to kościół i teksty Nowego Testamentu). Takie warunki historyczne stanowią właściwy kontekst czytania proroków: Deuteroizajasza, Jeremiasza, Ezechiela i innych, apokaliptyki żydowskiej kanonicznej (od Daniela po Objawienie Jana) i niekanonicznej. Echa takich uwarunkowań historyczno-społecznych słychać u Jezusa oczywiście (jeśli ktoś zmusza cię, byś szedł z nim jedną milę…) – choć tu Jezus radykalnie redefiniuje i źródło ucisku i odpowiedź nań.

Biblijna literatura uciskanych podnosi przede wszystkim dwa odrębne, choć nierozłączne wątki:

Doświadczenie ucisku wspólnoty zostaje spersonifikowane w jednej, kosmicznej postaci. Najwyraźniej widać to w izajaszowych Pieśniach Sługi Pańskiego. Cierpieniu nadany zostaje sens daleko przekraczający bierzącą sytuację. Okazuje się, że Sługa Pański, a ostatecznie – Mesjasz, to ktoś, kto przez cierpienie spełnia kosmiczną, ogólnoświatową misję (odniesienia do wysp, królów i narodów). Wspólnota cały czas zachowuje pewną ciągłość ze swoją personifikacją, dlatego zyskuje sens, znaczenie, a w obliczu istniejącego ucisku – godność.

Drugi wątek, jak wspomniałem – nierozłącznie związany z pierwszym – to oczekiwanie apokaliptycznej interwencji Boga. Wypełnienie misji przez Mesjasza oznaczać będzie całkowite przewrócenie istniejącego porządku, sąd nad imperium (zob. sen Nabuchodonozora z 2 rozdziału Księgi Daniela i kamień, który kruszy posąg).

Biały, europejski mężczyzna ma zasadniczy problem z taką literaturą. Brak doświadczenia ucisku powoduje, że trudno o bezpośrednią, odruchową interpretację i utożsamienie. Kościelna tradycja każe interpretować sformułowania literatury uciśnionych jako przynależne do innego wymiaru – po śmierci, ewentualnie przy końcu świata. W kontekście naszych rozważań zaryzykowałbym stwierdzenie, że ratio takiej interpretacji jest dość oczywiste: kościelna tradycja kreowana jest – a jakże – przez białych, europejskich mężczyzn, a u jej podstaw leży raczej doświadczenie uciskania, niż bycia uciskanym.

Po drugie:

Współcześnie powstaje mnóstwo literatury uciśnionych. Weźmy sobie na tapetę kultową kapelę ze wschodniego Londynu – Asian Dub Foundation (ADF), kultowy kawałek – Rebel Warrior z ich pierwszej płyty Facts and Fictions (‘95, kultowej, a jakże). Zapraszam do wysłuchania na tubie, tekst w na tubie w opisie. Inspiracją dla tekstu był poemat Kazi Nasrul Islama – narodowego poety Bangladeszu. Bidrohi (z bengalskiego: rebel/buntownik, ale tłumaczone też jako valiant/dzielny, mężny) został napisany w latach 20-tych, bezpośrednim kontekstem jest brytyjska okupacja regionu (dzisiejszy Pakistan, Indie, Bangladesz).

I w Rebel Warrior i w Bidrohi znajdziemy cechy charakterystyczne dla apokaliptyki uciśnionych. Jest imperium / Babilon, z którym trzeba się bezkompromisowo rozprawić, jest mesjasz/rebel/bidrohi, którego misja to wyzwolenie z ucisku – choć nie tylko militarnego/politycznego (To break down division / Mental compartments / Psychological prisons) jest nadejście nowego dnia, nowego rozdziału w historii (I’m telling you know / How a new age is dawning), jest liryka radykalnego wywrócenia świata na lewą stronę (tak sobie wymyśliłem, z braku literaturoznawczej terminologii: a radical fusion / strange alliance / the siren and the flute in unison).

Po trzecie:

Gdy powracamy z tekstem ADFu do naszej udomowionej i wygłaskanej biblijnej literatury ucisku – mamy szansę wejść we wspomniany na wstępie dysonans poznawczy. Psalm 137 kończy się w ten sposób:

Córko babilońska, pustoszycielko! Błogosławiony, kto ci odpłaci to, coś nam wyrządziła!
Błogosławiony, kto pochwyci I roztrzaska niemowlęta twoje o skałę.

Odruchowo odczuwamy, że takie rzeczy w imieniu dobrego i kochającego Boga nie powinny być wypowiadane, więc redukujemy dysonans tłumacząc sobie, że (1) ci Babilończycy to byli naprawdę wredni, ludobójcy etc i należało im się, (2) porwali się na Naród Wybrany, więc kara, która na nich spadnie jest słuszna. Ustawiamy się po właściwej stronie – po stronie spadkobierców Narodu Wybranego – i pozamiatane. Redukowanie dysonansu jest odruchową funkcją ludzkiej psychiki, więc w praktyce – taki tekst w świętej księdze nie wywołuje żadnych emocji.

Kazi Nasrul i ADF opowiadają w zasadzie podobną historię do tej, którą żyje biblijna literatura uciśnionych, tylko podmieniają bohaterów: Babilon to postwiktoriańskie Imperium Brytyjskie, czy szerzej – zachód, a więc nasze kręgi kulturowe, uciskani/wybrani to Muzułmanie i Hindusi z Bangladeszu i Indii, lub też emigranci ze wschodniego Londynu. Historia mesjasza/buntownika zaczyna kierować swoje ostrze przeciwko nam. I skłania do przemyślenia naszych sposobów radzenia sobie z dysonansem: (1) bo może Babilończycy z Psalmu 137 nie byli bardziej wredni niż taka Unia Europejska (przy uwzględnieniu wszystkich różnic historycznych), może po prostu dbali o ekonomiczny rozwój swojego kraju i bezpieczeństwo militarne, (2) a może Naród Wybrany nie jest wcale bardziej wybrany niż inne narody? (skrót myslowy, nie będę się teraz nad tym rozwodził).

Może trzeba przestać tekstom biblijnym wyrywać zęby? Paradoksalnie – coraz większy odsetek aktywnych chrześcijan w Europie to emigranci spoza kontynentu. Ciekawe, czy przypadkiem nie wynika to z faktu, że biały europejczyk coraz gorzej radzi sobie ze swoją własną historią zbawczą, ze swoim własnym, płonącym gniewem i cierpiącym mesjaszem?

5 komentarzy

  1. Dziękuję. Fajny tekst, który wyraża w wielu miejscach to, czego nie potrafię sam ująć. Te postkolonialne i muzyczne nawiązania są bardzo stymulujące :-)

  2. Ba – muzyka była tu zawsze wstępem do takich rozmyślań. Ostatnio na tapecie Lauryn Hill, ADF, Outlandish a z nowych rzeczy Nneka. Oczywiście trzeba znać swoje miejsce w szeregu – jak się całe życie mieszka w Toruniu to trzeba analizować teksty, idee, paradygmaty. Choć czasem ciągnie, żeby gdzieś się wybrać i poznać rzeczywistych ludzi… Taki kompleks białego człowieka, mniemam, że słuszny.

  3. Ja tam patrzę na te teksty ST jako na wynaturzenie (sytuacyjne) i zawiść, wpisuję w nie też swoiście wschodnią retorykę przesady, o której jakoś nie wspomniałeś, a warto nam, jako spadkobiercom greckiej kultury elegancji, wspomnieć :D
    starotestamentalne nawoływania do krwi i zemsty to dla mnie ta sama retoryka jak napis “Got mit uns” na sprzążkach pasków Wermachtu, tu napisałam more o moich emocjach dotyczących wojen religijnych:
    http://maczita.bloog.pl/id,1360695,title,Got-mit-uns,index.html
    pozdro!
    ~ wiedźma

  4. W istocie wybrałem fragment, któren ostro bije po oczach (ten z psalmu). Jednak trudno określać mianem wynaturzenia sytuacyjnego kontekst w którym powstaje naprawdę spora część tekstów ST i NT. To nie jest odosobniony, przypadkowy werset. Raczej niewola, okupacja etc są normą sytuacyjną. Że retoryka jest wschodnia – słusznie zwracasz uwagę, ale gdy przychodzi do spraw narodowowyzwoleńczych, to nawet taki spadkobierca greckiej elegancji jak Mickiewicz Adam wpada w straszliwy patos.

    A jeśli chodzi o nawoływania do krwi i zemsty – tak się zastanawiam, czy one są aby wyłącznie starotestamentowe? Czy cała nowotestamentowa eschatologia, z sądem, diabłem i jego sługami wrzuconymi do jeziora ognistego, z Chrystusem, z którego ust wychodzi miecz, z tłocznią zapalczywego gniewu bożego nie przywołuje także klimatu zemsty maluczkich wiernych nad rzeszami niewiernych?

    To jest właśnie kwestia, nad którą myślę – mam niejasne podejrzenie, że inaczej byśmy patrzyli na te teksty, być może nawet uzasadniali ten język przemocy, gdybyśmy przeżywali w tej chwili jakieś doświadczenie ucisku. Ponieważ jednak czujemy się świetnie – brzydzimy się takimi sformułowaniami. I stąd moje zainteresowanie tymi tekstami: (1) są ludzie, którzy tu i teraz ucisku doświadczają i dają temu wyraz w kulturze, którą tworzą (2) być może chrześcijaństwo ma polegać m.in. na empatii wobec uciśnionych – stąd potrzeba czytania tekstów, które ich właśnie reprezentują.

    A oczywiście zgadzam się, że wszelcy mesjasze i wyzwoliciele (włącznie z tym chrześcijańskim) patologizują się, a uciskani – właśnie w imię tego, że są uciskani – stają się uciskającymi. Prześladowany kościół sam zaczyna prześladować, gdy tylko ma możliwość – i tłumaczy że to tylko obrona dobrego imienia Chrystusa. Naziści “rozwiązują kwestię żydowską” tłumacząc, że to tylko konieczna obrona rasy aryjskiej, europejskiej cywilizacji etc. przed “zażydzeniem”. Tu zgoda w pełni – mesjasz to niebezpieczna zabawka.

  5. “kościelna tradycja kreowana jest – a jakże – przez białych, europejskich mężczyzn, a u jej podstaw leży raczej doświadczenie uciskania, niż bycia uciskanym.” – proste. Trzeba się starać żeby tego nie zrozumieć. Bless!


Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack

Dodaj komentarz