Odkładając na moment rozważania teologiczne informuję, że dziś mija trzecia rocznica założenia bloga. Nie koniecznie tego bloga. Pisać bowiem zaczynałem na blogspocie (open the valve), potem były eksperymenty z wspólną platformą (zafigowcem.org), by w końcu znaleźć sympatyczne miejsce na wordpressie, który w międzyczasie wydoroślał do wersji 2.7. Jak widać – eksportowanie i importowanie blogów pomiędzy różnymi platformami mam w jednym palcu.
A co z tego wszystkiego wynikło?
Technicznie rzecz ujmując – mimo wielomiesięcznych dziur mamy tu na chwilę obecną 135 wpisów i 231 komentarzy. Metry tekstu.
Osobiście rzecz ujmując – zyskałem jakąś maczetę, z którą mogę przedzierać się przez dziką dżunglę pytań (a przedzierać się – nie koniecznie oznacza: udzielać odpowiedzi). Gdy człowiek wypowiada to, co mu leży na wątrobie, to poznaje mocne i słabe strony swojej myśli, ogarnia się jakoś. Te wszystkie archiwa to jakaś historia zwycięstw i porażek – i (teraz truizm będzie) bez niej nie byłbym tu gdzie jestem.
Ale przede wszystkim: pojawili się ludzie. Wy się pojawiliście, drodzy czytelnicy. Stare znajomości zyskały jakiś intelektualny (lub też: “intelektualny”) aspekt, pojawiły się nowe znajomości. Poczucie, że budujemy, lub też burzymy coś razem, daje mi energię, żeby po okresach przerw i zamulenia – wracać tu ciągle. Podrzucacie mi myśli, książki, krytykę, a ja ze swojej strony mam nadzieję, że prowadzona tu działalność w czymś się Wam przydaje, stymuluje myślenie, czasem pozwala złapać jakiś nowy kontakt. Blog jakoś tak naturalnie rozciągnął mi się na skypowe/facebookowe rozmowy, spotkania na Slocie, tudzież we Wrocławiu na Włodkowica 21 i w innych dziwnych miejscówkach. Tak czy owak – piję dziś wasze zdrowie, Drodzy Czytelnicy.
Rozczuliłem się, ale od następnego posta koniec z patosem – trzeba jeszcze parę spraw rozkminić.
1 komentarz
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz









i ja wznoszę dziś kufel za popielatego i jego wynurzenia i za kolejne spotkania na włodkowica